Żabie oczy masz…

Park Kościuszki to bardzo fajne miejsce. Ktoś wpadł na pomysł, aby w środku miasta wyczarować zielone płuca. Ten Park ma jeszcze jedną wielką zaletę. Nie jest tak tłoczny jak chorzowski. Park powitał nas soczystą zielenią, pięknymi kolorowymi kwiatami i maleńkimi nieporadnymi żabkami.
Trzeba było cały czas patrzeć pod nogi, aby jakiejś nie zdeptać.

Kiedy już zrobiliśmy serię „obowiązkowych zdjęć”, na których można spokojnie dostrzec uczucie jakie emanuje od młodych skupiliśmy się chwilę na zastanym zwierzyńcu.

Magda mimo początkowej niechęci postanowiła popatrzeć im prosto w oczy

Komentarzy: 0

Językowe szaleństwo.

Język – tak to właśnie jest to z czym będę kojarzyła Anię i Szymona. Na początku oczywiście robiliśmy zachowawczo zdjęcia jak patrzą sobie w oczy, przytulają się i nagle padło hasło ” zróbcie coś szalonego” i oboje na komendę wystawili języki. Rozbawiło nas to bardzo i od tego momentu sesja faktycznie stała się bardziej szalona. Młodzi nie oponowali, jak kazaliśmy im biegać na bosaka, ani jak zaprosiliśmy ich do jeziora, co więcej zaczęli przejawiać własną inicjatywę – ” to teraz Szymon mnie pochlap, a potem ja Ciebie wepchnę do wody”. Bardzo ich polubiliśmy, mamy nadzieję, ze z wzajemnością.

Komentarzy: 0

Błękit zapomnienia.

To dopiero jest potencjał!!! Takich oczu jakie ma Ala można szukać ze świecą. Wcale się nie dziwimy, że Łukasz tak się w nie zapatrzył.

Postanowiliśmy odkryć przed nimi sosnowiecki Kazimierz, którego nie znali, mimo, ze są sosnowiczanami. Jak zawsze spacerowaliśmy alejkami, odwiedziliśmy mostek i mini zoo, gdzie było bardzo swojsko zarówno pod względem wizualnym, jak i aromatycznym. Człowiek, od razu wspomina wakacje na wsi. Zwierzęta postanowiły nam towarzyszyć przez resztę spaceru. I mimo, ze okazywaliśmy im oczywista niechęć a nawet wrogość radośnie krążyły wokół nas. To jednak nie zacieśniło naszej znajomości. Nadal nie znoszę komarów. Blech…

Młodzi jednak w ogóle się niemi nie zrażali i pięknie pozowali.

Od komarów oganiali się:
Ala i Łukasz

Komentarzy: 3

Miejski zaduch i herbatka…

Sesje zaręczynowe staramy się robić w miejscach w których młodzi czują się swobodnie – „u siebie”. Z Olą i Łukaszem spotkaliśmy się więc na chorzowskim deptaku. W ramach poznawania się wzajemnie zrobiliśmy sobie spacer wśród lśniących witryn sklepowych, na skrawkach zieleni i w klatkach schodowych.
Młodzi nie narzekali i wchodzili w każdą dziurę, którą proponowaliśmy.

Na „deser” wyciągnęliśmy ich do wyjątkowego miejsca, które znają tylko wtajemniczeni. W centrum Chorzowa znajduje się urocza herbaciarnia. Jej wyjątkowość polega po pierwsze na pysznej herbacie, po drugie na wyjątkowym klimacie, który pozwala na delektowanie się napojem w małym gronie w wydzielonych maleńkich pokoikach, gdzie siedzi się na poduszkach i można zapalić… fajkę wodną. Pełen relaks.
Z fajki zrezygnowaliśmy ze względu na nieletniego asystenta, ale po za tym było super.

Ola z Łukaszem byli tu po raz pierwszy i myślę, że nie ostatni.

Już teraz młodzi nie obawiają się paparazzich w naszej osobie. Wiedzą, że jesteśmy sympatyczni, przemili i .. skromni :)

Olu, Łukaszu dziękujemy za uroczy wieczór.

Do zobaczenia na ślubie :)

Komentarzy: 2