Sesje zaręczynowe staramy się robić w miejscach w których młodzi czują się swobodnie – „u siebie”. Z Olą i Łukaszem spotkaliśmy się więc na chorzowskim deptaku. W ramach poznawania się wzajemnie zrobiliśmy sobie spacer wśród lśniących witryn sklepowych, na skrawkach zieleni i w klatkach schodowych.
Młodzi nie narzekali i wchodzili w każdą dziurę, którą proponowaliśmy.
Na „deser” wyciągnęliśmy ich do wyjątkowego miejsca, które znają tylko wtajemniczeni. W centrum Chorzowa znajduje się urocza herbaciarnia. Jej wyjątkowość polega po pierwsze na pysznej herbacie, po drugie na wyjątkowym klimacie, który pozwala na delektowanie się napojem w małym gronie w wydzielonych maleńkich pokoikach, gdzie siedzi się na poduszkach i można zapalić… fajkę wodną. Pełen relaks.
Z fajki zrezygnowaliśmy ze względu na nieletniego asystenta, ale po za tym było super.
Ola z Łukaszem byli tu po raz pierwszy i myślę, że nie ostatni.
Już teraz młodzi nie obawiają się paparazzich w naszej osobie. Wiedzą, że jesteśmy sympatyczni, przemili i .. skromni
Olu, Łukaszu dziękujemy za uroczy wieczór.
Do zobaczenia na ślubie














Ania i Jasiek mieszkają na Śląsku, postanowiliśmy więc zaznajomić ich z zagłębiowskimi klimatami. W drodze eliminacji wybraliśmy sosnowiecki Park w Kazimierzu.
Lubimy to miejsce, z kilku powodów. Po pierwsze jest tam ładnie. Pomimo uczucia, że to miejsce jeszcze tkwi w rzeczywistości komunistycznej (można wpaść na starą nieczynną fontannę, albo plac zabaw z czasów mojego dzieciństwa) widać, że ktoś dba o park. Zieleń jest zadbana, place zabaw są sukcesywnie odnawiane. Jeziora są na tyle czyste, że polują tu zarówno wędkarze, jak i kaczki. Atrakcją parku jest mały zwierzyniec, do którego lgną dzieciaki, na czele z naszym. Zwierzaki są przyjazne i jedzą z ręki.
Taki więc obraz zaprezentowaliśmy narzeczonym. Myślę, że nasze małe zielone płuca miasta spodobały się im.
Sam plener był bardzo sympatyczni a młodzi nas nie zawiedli, okazali się sympatyczni, pogodni i zakochani. Mamy szczęście do takich właśnie par i uwielbiamy z nimi pracować. Jak zawsze nie możemy się doczekać wesela.
Pozdrawiamy i dziękujemy Ani i Jaśkowi.








Madzię i Michała spotkaliśmy po raz pierwszy zimą. Wtedy właśnie zaproponowali nam fotografowanie na swoim ślubie. Termin był kwietniowy, założyliśmy więc piękną słoneczną pogodę i boski plener. Cóż jednak pogoda ma własne plany. mamy początek kwietnia, a na dworze nie jest ani odrobię bosko. Dokładnie w tej chwili gęstnieją chmury i pewnie zaraz lunie. Wokół jest szaro i ponuro, drzewa są nagie i bezbarwne, a trawniki wyglądają jak konające. W takiej sytuacji naprawdę ciężko jest wymyślić jakiś piękny plener.
Na nasze wielkie szczęście nasi bliscy jakiś czas temu zaprosili nas w cudowne miejsce, które właśnie teraz wykorzystaliśmy.
Zaprosiliśmy narzeczonych do Gliwic do miejskiej palmiarni. (I nie ma to absolutnie nic wspólnego z sosnowieckim egzotarium, każdy kto był w obu miejscach widzi przepaść między nimi).
Gliwicka palmiarnia jest gigantyczna. W środku jest pięknie i widać, ze gospodarz dba o klientów. Między bananowcami i owocującymi drzewami pomarańczowymi są ławeczki, altanki, można spacerować mostkami nad oczkami wodnymi, w których machają ogonami kolorowe ryby, a prawie skamieniałe zwierzaki mrugają oczami. Jednym słowem dla każdego coś miłego.
Nam spacer bardzo się podobał, zamierzamy tam wrócić w deszczowy dzień z koszykiem piknikowym na pól dnia
Pozowali:
Magda i Michał














Czasami zdarza się, ze mamy prawdziwe perełki wokół siebie i o tym nie wiemy. Tak właśnie było z nami. Całkiem niedaleko miejsca gdzie mieszkamy jest wyjątkowe miasto – Pszczyna. Jest tu piękny, wielki park, pełen urokliwych mostów i alejek. Śliczny pałac, o który ktoś naprawdę dba. Skansen i zagroda żubrów! Jest też mały klimatyczny rynek i rewelacyjna lodziarnia.
Dzisiaj oprowadzali nas Ania i Damian. Na początek zaznajamialiśmy się z okolicami miasta i parkiem – skansen i żubry następnym razem.
Acha, zachęcamy do odwiedzin w maju. Całe miasto po prostu tonie w kwiatach!
Pozowali:
Ania i Damian














