Gram w zielone

Ania i Jasiek mieszkają na Śląsku, postanowiliśmy więc zaznajomić ich z zagłębiowskimi klimatami. W drodze eliminacji wybraliśmy sosnowiecki Park w Kazimierzu.
Lubimy to miejsce, z kilku powodów. Po pierwsze jest tam ładnie. Pomimo uczucia, że to miejsce jeszcze tkwi w rzeczywistości komunistycznej (można wpaść na starą nieczynną fontannę, albo plac zabaw z czasów mojego dzieciństwa) widać, że ktoś dba o park. Zieleń jest zadbana, place zabaw są sukcesywnie odnawiane. Jeziora są na tyle czyste, że polują tu zarówno wędkarze, jak i kaczki. Atrakcją parku jest mały zwierzyniec, do którego lgną dzieciaki, na czele z naszym. Zwierzaki są przyjazne i jedzą z ręki.

Taki więc obraz zaprezentowaliśmy narzeczonym. Myślę, że nasze małe zielone płuca miasta spodobały się im.

Sam plener był bardzo sympatyczni a młodzi nas nie zawiedli, okazali się sympatyczni, pogodni i zakochani. Mamy szczęście do takich właśnie par i uwielbiamy z nimi pracować. Jak zawsze nie możemy się doczekać wesela.

Pozdrawiamy i dziękujemy Ani i Jaśkowi.

Komentarzy: 1

Kwiecień plecień…

Kwietniowy dzień zaczął się dość leniwie. Zaczęliśmy zwykłe przygotowania do zdjęć ślubnych. Ostatnie sprawdzenie sprzętu, spakowanie aparatów, lamp, obiektywów itp. Dojechałam do Panny Młodej, która spokojnie poprawiała makijaż. Spojrzałyśmy na zegarek i uznałyśmy, ze mamy jeszcze dużo czasu. Mama panny Młodej zrobiła kawę i rozmawiałyśmy o pogodzie, dzieciach i masie innych drobiazgów, gdy zadzwonił telefon. Marcin dzwonił powiedzieć, że już jadą. Zaczęła się gorączka. Każda z Pań uciekła do innego pokoju zostawiając Pannę Młodą samą sobie. W tym miejscu moje zadanie jako fotografa ślubnego uległo znaczącej zmianie. Trzeba było pomóc Magdzie. Więc z małymi przerwami na kilka ujęć, zmagałyśmy się z halką i sukienką. Na szczęście szybko dotarła pomoc z pokoju obok :)

Pan Młody po objechaniu połowy Sosnowca zjawił się lady i zestresowany, ale od tego momentu wszystko potoczyło się sprawnie i pięknie. Kościół był pięknie przystrojony, ceremonia doniosła, a sala urocza.

Na plener ślubny wybraliśmy się tego samego dnia, chociaż pogoda troszkę grała nam na nosie. Przez chwilę piękne słońce, a za moment padający deszcz. Na szczęście nic nie zrażało Państwa Młodych i ich drużbów, którzy porazili nas swoim poczuciem humoru i temperamentem.

Sesja była świetna. Bardzo dziękujemy :)

… i zgodnie z zapowiedzią czekamy na zlecenie zdjęć ślubnych na ślubie starszego drużby ;)

Komentarzy: 5

Oporność

Z Beatą i Damianem umówiliśmy się na Nikiszowcu wczesnym rankiem. Pierwszy raz robiliśmy tam zdjęcia, więc nie do końca wiedzieliśmy czego się spodziewać. Okazało się, ze klimat dzielnicy jest niesamowity i gdzie się nie obejrzymy mamy genialne tło do zdjęć.

Po zdjęciach w klimacie stare i czerwone wybraliśmy się nad jeziorko, do którego Damian kategorycznie odmówił wejścia – „…bo jest zimno”. Beata jednak nie dawała za wygraną.Od moczenia stópek w rzeczce, do… niemal pełnej kąpieli :D

Jeszcze jakiś pół godzinki i pewnie dałby się namówić na zdjęcia gdzie pływa.

Dziękujemy za uroczy poranek :)

Plenerowali się:
Beata i Damian

Komentarzy: 0

Zdobywcy szczytów.

Takiej sesji jeszcze nie mieliśmy, Państwo Młodzi zaproponowali zdjęcia na Kasprowym, dla nas REWELACJA.
Niestety pogoda miała nieco odmienne zdanie. Mieliśmy problem, aby ustalić dzień, kiedy będzie w miarę bezchmurnie. W końcu padła decyzja – jutro, bez względu na pogodę. Niestety chmury były bardzo uparte, obniżyliśmy więc nieco loty, ale tylko odrobinę…

Zobaczcie sami.

A Edycie i Marcinowi ślicznie dziękujemy za uroczy dzień. Było nam bardzo miło Wam towarzyszyć.

Pozowali:
Edyta i Marcin

Komentarzy: 1